fbpx

Pieczenie, swędzenie i upławy to najmniejsze zło, jakie może cię spotkać gdy stosujesz tradycyjne produkty do higieny intymnej. Nie zastanawiałyście się może dlaczego artykuły stosowane podczas „tych właśnie dni” nie zawierają na swoich opakowaniach składów? Dlaczego intensywnie pachną, choć producenci nie wspomnieli ani słowem o szkodliwych substancjach zapachowych użytych do ich produkcji? I w końcu – po co tak naprawdę pompuje się środki zapachowe do podpasek i tamponów? Czy koncernom zależy na komforcie pań stosujących ich wyroby, czy też chodzi o coś zupełnie innego?

Kiedyś nastolatki nie miały zbyt dużego wyboru w artykułach pomocnych w przetrwaniu miesiączki. Do wyboru były jedynie podpaski i tampony. Zdaję sobie sprawę, że podpaski mają swoich zwolenników, jak i przeciwników. To samo dotyczy przecież tamponów.

Na rynku mamy kilka wiodących producentów podpasek oraz tamponów. Podejrzewam, że to właśnie po nie sięgacie najchętniej. Czy są one jednak bezpieczne i czy możemy stosować je bez obaw?

Zapewne uważacie, że w bawełnie z jakiej produkuje się podpaski i tampony nie może znaleźć się nic toksycznego. Jeśli tak, to nie jesteście wyjątkiem. Wiele kobiet sądzi, że podpaski i tampony są całkowicie bezpieczne pod warunkiem, że korzysta się z nich w sposób prawidłowy oraz że jedyna zła rzecz jaka może się przydarzyć, to Zespół Wstrząsu Toksycznego (TSS). Poważny błąd…

Produkcja podpasek i tamponów jest szkodliwa nie tylko dla człowieka

Pestycydy, dioksyny, barwniki – to właśnie te substancje zawierają w sobie popularne na rynku podpaski i tampony. Jak się tam jednak znalazły?

Odpowiedź stanowi bawełna, z której produkuje się wyżej wspomniane artykuły higieniczne. W związku z tym, iż nie jest ona pochodzenia ekologicznego, producentom nie zależy na tym, aby trzymać ją z dala od drażniących środków chemicznych stosowanych w rolnictwie. „Choć światowy areał upraw bawełny to tylko 3% wszystkich gruntów ornych na świecie, zużywa on aż 25 % wszystkich środków do walki z insektami, herbicydów, defoliantów i nawozów sztucznych.” Źródło: [KLIK] Wszystkie te chemikalia możemy potem odnaleźć w stosowanych przez nas podpaskach i tamponach.

Produkcja bawełny na wyroby higieniczne stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla osób je stosujących, ale też dla samego środowiska oraz osób pracujących na plantacjach. „Uprawa konwencjonalnej bawełny może prowadzić do wyjałowienia gleby w okolicach upraw, utraty bioróżnorodności danego regionu, zatrucia wody, a także pustynnienia gleby.” Źródło: [KLIK] Uprawa tej rośliny przyczynia się również do wielu chorób pracowników oraz zamieszkującej okolice plantacji ludności.

Do produkcji podpasek i tamponów stosuje się również syntetyczny jedwab pozyskany wcześniej z celulozy, a dokładniej z drzewa i miazgi papierowej. Aby uzyskać pożądany kolor masy (czyli śnieżnobiały), wybiela się ją wielokrotnie za pomocą czystego, taniego chloru. Podczas tego procesu uwalniają się dioksyny, czyli toksyczne substancje o działaniu rakotwórczym. Osłabiają one organizm i prowadzą do niepłodności oraz nieodwracalnego uszkodzenia płodów u zwierząt. Zdaniem producentów wybielanie chlorem to element konieczny, bowiem uzyskana z celulozy masa posiada szary odcień. Biel większości z nas kojarzy się ze sterylnością i być może właśnie dlatego producenci dążą do uzyskania takiego, a nie innego odcienia. Nasuwa się jednak pytanie – skoro ubrania czyszczone wybielaczami bazującymi na chlorze ulegają po kilku praniach zniszczeniu, to w jaki sposób chlorowana bawełna użyta do produkcji podpasek i tamponów wpływa na nasz organizm? Odpowiedź jest chyba oczywista…

Plastik na przeciekanie utrudnia oddychanie!

Oprócz w/w substancji, do produkcji podpasek oraz tamponów stosuje się także polimery, w tym polietylen i polipropylen, nazywane potocznie plastikiem. Przyjemna w dotyku powłoczka tamponu lub podpaski w formie siateczki to nic innego jak właśnie plastik. Mimo komfortu jaki zapewnia, w połączeniu z krwią stanowi on doskonałą pożywkę dla rozwoju bakterii gronkowca złocistego i paciorkowca, które przyczyniają się do powstania brzydkiego zapachu oraz infekcji i alergii. Oprócz tego mogą one doprowadzić także do wystąpienia Zespołu Wstrząsu Toksycznego (toxic shock syndrome) zagrażającego życiu.

Glifosat w bawełnie – bezpieczny, a może rakotwórczy?

Nazwa glifosat niewiele Wam powie, ale Roundup na pewno większość z Was już kojarzy. „To nazwa handlowa nieselektywnego herbicydu zawierającego jako substancję czynną glifosat, produkowany od 1974 roku przez koncern Monsanto”. Źródło: [KLIK] Roundup dostępny jest w różnych stężeniach, a jego głównym zadaniem jest niszczenie chwastów. Stosuje się go również na plantacjach bawełny. Ze względu na to, że rozpuszcza się w wodzie i długo utrzymuje w środowisku, stanowi poważne zagrożenie dla wód i organizmów w nich żyjących oraz zwierząt gospodarskich.

Wspominamy o tej substancji, ponieważ w ostatnim czasie zrobiło się o niej dość głośno. O glifosacie i jego szkodliwym działaniu na organizm człowieka świat dowiedział się za sprawą badań wykonanych na Uniwersytecie w La w Argentynie. Okazało się, że występuje on nie tylko w podpaskach i tamponach, ale i w wacikach, gazie opatrunkowej oraz chusteczkach higienicznych. Pracownicy laboratorium odkryli go aż w 85% badanych próbek bazujących na bawełnie GMO. Ponadto w 62% próbkach znaleziono kwas aminometylofosforowy (metabolit glifosatu), który jest aż 1000 razy bardziej toksyczny od samego glifosatu.

Dlaczego glifosat jest tak bardzo szkodliwy? Badania wykazały, że powoduje on wady wrodzone u żab i kurzych zarodków. Zalicza się do nich uszkodzenia rdzenia kręgowego i nerek, zahamowanie rozwoju mózgu oraz deformacje czaszki. Monsanto – producent środka Roundup nie zgodził się oczywiście z tą opinią.

Badania toksykologiczne prowadziła również Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem ONZ należąca do Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W 2011 roku opublikowała ona raport, w którym uznała Roundap za środek „prawdopodobnie rakotwórczy dla ludzi”. Przedstawiciel Koalicji na rzecz Zdrowia i Środowiska HEAL stwierdził także, że może on powodować stłuszczeniowe zapalenie wątroby. Innego zdania jest natomiast Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności (EFSA, organ doradczy Komisji Europejskiej) który przyznał, że jest on całkowicie bezpieczny i nie ma powodów do obaw.

Ze względu na podzielone zdania, Komisja Europejska zwróciła się do Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA) o opublikowanie ostatecznej opinii na temat szkodliwości Roundapu. Wydała również tymczasową zgodę na stosowanie tego herbicydu do końca 2017 roku, pomimo ewidentnego braku zgody ze strony państw członkowskich. W międzyczasie okazało się, że „8 z 24 firm ubiegających się o zezwolenia, w tym Monsanto, przedstawiło specyfikacje dla glifosatu, które nie były poparte oceną toksykologiczną. Innymi słowy, zaprezentowane dane dotyczyły substancji różniących się od tych, które w rzeczywistości przedsiębiorstwa te zamierzają sprzedawać” Żródło: [KLIK] Gdyby nie zaistniałe fakty, Komisja Europejska przedłużyłaby wygasłą w lipcu 2016 roku umowę na stosowanie glifosatu o kolejne 15 lat.

Europejska Agencja Chemiczna (ECHA) w marcu tego roku przyznała, iż glifosat jest substancją groźną dla oczu i długofalowo szkodliwą dla życia morskiego, jednak nie ma wystarczających naukowych dowodów na to, że jest ona rakotwórcza. Decyzja została wydana mimo, iż ECHA miała czas na badania do końca tego roku. Na szczęście w tym czasie (dokładnie od 25 stycznia) aż 38 europejskich organizacji ochrony zdrowia i środowiska (w tym Greanpeace), rozpoczęło zbieranie podpisów pod inicjatywą obywatelską w sprawie zakazu stosowania glifosatu. „Unijne organizacje ochrony zdrowia i środowiska domagają się powołania specjalnej komisji, która zbada czy producent glifosatu nie manipulował raportami dotyczącymi szkodliwości tej substancji. Jest to następstwem tzw. afery Monsanto Papers, która wybuchła, kiedy w marcu sędzia amerykańskiego sądu federalnego ujawnił wewnętrzną korespondencją firmy oraz e-maile, jakie koncern wymieniał z urzędnikami państwowymi. Z dokumentów wynikało, że koncern zatrudniał tzw. ghostwriterów (anonimowych autorów) do napisania raportu naukowego o szkodliwości glifosatu dla zdrowia. Raport ten później został podpisany jedynie przez niezależnych naukowców.” Źródło: [KLIK]

Unijne organizacje mają rok na zebranie minimum 1 mln podpisów popierających tą inicjatywę. Dla utrudnienia, muszą ją podpisać mieszkańcy co najmniej siedmiu z 28 krajów Uni Europejskiej. Absurd absurdy pogania… Unia ma ewidentny problem, natomiast w Kalifornii od 7 lipca glifosat widnieje już na liście substancji rakotwórczych. Monsanto oczywiście się z tym nie zgadza i zamierza pisać odwołania. „Nowy raport toksykologa dr Petera Clausinga ujawnił natomiast, że władze UE naruszyły własne zasady i odrzuciły dowody na to, że glifosat jest rakotwórczy, żeby dojść do wniosku iż ta substancja chemiczna nie wywołuje raka.” Źródło: [KLIK]

Szkodliwe substancje zapachowe w podpaskach i tamponach. Po co się je dodaje?

Mogło by się wydawać, że producenci podpasek i tamponów stosują środki zapachowe, by nadać swoim wyrobom przyjemną dla nosa woń. W rzeczywistości robią to jednak po to, aby ukryć zapach wszystkich chemicznych substancji użytych podczas produkcji bawełny. Te chemikalia w kontakcie z błoną śluzową również mogą wywołać nieprzyjemne dolegliwości jak odparzenia, uczulenia oraz alergie. Jest ona bowiem bardzo delikatna i półprzepuszczalna, dlatego też wszystkie toksyny użyte do produkcji tamponów i podpasek przedostają się bez trudu w głąb naszego organizmu. Artykuły do higieny intymnej perfumuje się jeszcze z jednego ważnego względu. Chemia ma za zadanie „ukrycie” bakterii, które osiadają na nich podczas etapu pakowania. Niestety wręcz powszechnemu przekonaniu podpaski i tampony nie są czyste ani sterylne. Producenci nie poddają ich bowiem procesowi dezynfekcji, gdyż ten mógłby spowodować pogorszenie ich właściwości chłonnych.

Najgorsze jest jednak to, że producenci nie mają obowiązku udostępniania na opakowaniach szczegółowych informacji o tym, z jakiej bawełny wykonano dany produkt oraz jakimi substancjami został on spryskany. Mamy nadzieję, że kiedyś się to zmieni. W tej kwestii wciąż brakuje jednak odpowiednich regulacji prawnych, które ukróciłyby nieuczciwe postępowanie koncernów. Chociaż z drugiej strony – gdyby nagle tego od nich zażądano możliwe, że mijałyby się z prawdą jak wcześniej wspomniana firma Monsanto.

Eko alternatywa dla tradycyjnych środków do higieny intymnej

Po zapoznaniu się ze wszystkimi faktami dotyczącymi szkodliwości artykułów do higieny intymnej warto wiedzieć, że istnieje alternatywa dla klasycznych podpasek i tamponów. A jest ich kilka:

  • Podpaski i tampony z organicznej bawełny
  • Podpaski i tampony wielokrotnego użytku
  • Kubeczki menstruacyjne
  • Gąbeczki menstruacyjne

Na podstawie artykułu z https://toksycznakosmetyczka.blogspot.com/